Kiedy szukałem mieszkania we Frankfurcie, próbowałem oglądać sobie adresy z ogłoszeń na GSV. Jakież było moje zdziwienie, kiedy np w miejscu gdzie miał stać jakiś blok, Google pokazywał skwerek porośnięty krzakami.
Sprawa łączy się z niemieckim obsesyjnym podejściem do prywatności w sieci. Kiedy Google w 2010 roku zaczęło fotografować ulice niemieckich (i austriackich) miast, wzbudziło to gwałtowne protesty. Samochody Google wróciły na parkingi a zdjęcia zrobione w tamtych latach zostały w systemie - chyba, że ktoś zażyczył sobie zamazania danego adresu (jest takich sporo). W późniejszych latach pozwalano jeszcze w niektórych miastach na aktualizację zdjęć, ale najnowsze, jakie udało mi się spotkać pochodzą z 2014 roku.
Przy czym, jak już pisałem, sprzeciw wobec GSV nie kłóci się z tym, że każdy ma nazwisko wypisane na dzwonku do drzwi i skrzynce pocztowej, i to jakoś nie jest problemem.
Wpisy na literę: G
Znaleziono 2 wpisów
Gotówka
We Frankfurcie można się wybrać na wycieczkę po niemieckim banku centralnym. W programie jest np możliwość dotknięcia sztabek złota w skarbcu ale też wykład na temat „Gotówka - relikt czy przyszłość płatności”. Konkluzja - oczywiście, że przyszłość. I wiadomo, w Polsce szef NBP też takie rzeczy opowiada, ale tutaj to faktycznie odpowiada rzeczywistości.
W Polsce przyzwyczaiłem się wychodzić z domu tylko z telefonem w kieszeni, a jedynym zmartwieniem było - czy jest dostatecznie naładowany. W komórce była karta płatnicza, dowód osobisty i apka taksówkowa. Po przeprowadzce baaaardzo szybko się człowiek od tego odzwyczaja. W moim przypadku była to ustawka rowerowa z lokalnym klubem kolarskim, która miała się skończyć w eleganckiej kafejce z dobrymi ciastkami i kawą specialty w centrum miasta. No więc nie wziąłem gotówki. To był błąd. Oraz, jak to się mówi w korpo, lesson learned. Bez 50 euro w kieszeni nie wychodzi się na miasto.
Nie chodzi też tylko o to, że w jakimś tam obszarze usług - typu lekarz, kwiaciarnia, warzywniak - nie można zapłacić kartą. Jest to zupełnie losowe, czasami w małej lodziarni jest działający terminal, a czasami w eleganckiej restauracji nie ma.
Niemcom to specjalnie nie przeszkadza, kulturowo są przyzwyczajeni do tego, że poważny człowiek powinien mieć pieniądze, a pieniądze to nie jest jakieś plastikowe fafarafa, tylko zwitek banknotów. Nur Bares ist Wahres, mówi ludowe przysłowie, tylko gotówka jest prawdziwa. Płatności kartą bywają też bardzo drogie dla sprzedawców, bo ci zamiast szukać najtańszej oferty na rynku, idą po prostu do lokalnej Sparkassy, a ta kroi ich na stawki nie widziane w Polsce od wczesnych lat 2000, i to na kartach AmEx…
Jakieś tam światełko w tunelu jednak widać, w moim lokalnym REWE pełno jest obcokrajowców, więc kasjerki nie reagują nerwowo na klientów chcących zapłacić telefonem. Ostatnio jeden z moich kolegów wrócił nawet z wakacji w Skandynawii z refleksją, że dziwnie się czuł mówiąc „chciałbym zapłacić kartą”, bo sprzedawca odpowiadał „no a jak inaczej chciałbyś zapłacić?”, i że w sumie w Niemczech też by tak mogło być.
Brak komentarzy. Bądź pierwszą osobą, która skomentuje!
Dodaj komentarz